• (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl

12–14 października 2013 r.

Jesień to najlepsza pora na odwiedzenie Pienin. Rdzawo-czerwone lasy poprzetykane białymi skałkami wyglądają wręcz obłędnie. Do tego szmaragdowe wody Dunajca, a w powietrzu tysiące wirujących liści… Krajobraz jak z bajki. Niestety, w październiku, gdy pogoda dopisuje, w weekendy zjeżdża do Szczawnicy i Sromowców mnóstwo ludzi. Najlepiej przyjechać tu w tygodniu, kiedy na szlakach królują pustki. Wtedy wędrówka zostawia niezapomniane wrażenia.

Niewielki Pieniński Park Narodowy jest niezwykle urozmaicony krajobrazowo. Większość z jego atrakcji pozwala zobaczyć kombinacja szlaków niebieskiego (Szczawnica – przełęcz Szopka) i żółtego (z przełęczy do Sromowców). To najpiękniejsza trasa parku, a tym samym najpopularniejsza i najbardziej zatłoczona. Została wytyczona już w 1926 roku z inicjatywy księdza Walentego Gadowskiego, który w Tatrach budował słynną Orlą Perć. W Pieninach też nie zabrakło eksponowanego fragmentu, zwanego analogicznie Sokolą Percią. Przepaścisty odcinek ma tu zaledwie kilkadziesiąt metrów i jest, w skali tatrzańskiej, zaledwie lekko trudny. Z mniejszymi dziećmi warto go jednak obejść specjalnie wyznakowanym w tym celu zielonym szlakiem.

Cała trasa – ze Szczawnicy do Sromowców Niżnych przez Sokolicę, Zamkową Górę i Okrąglicę – liczy około 10 kilometrów. Niby niewiele, ale trzeba wyruszyć wcześnie. Przejście – wraz z postojami na platformach widokowych i odpoczynkami, a tych trochę będzie, bo wędrówka potrafi zmęczyć – zajmuje co najmniej 7 godzin. Tutejsze szczyty nie porażają wprawdzie wysokością, ale podejścia są strome, a co gorsza kilkakrotnie schodzi się i podchodzi na kolejne wzniesienia (różnica wysokości na trasie to 540 metrów, ale suma podejść już 800 metrów). Dochodząc do Sromowców, czuliśmy trasę w nogach, a przecież górskie wędrówki mamy we krwi :).

Ze Sromowców do Szczawnicy można wrócić albo flisacką tratwą, albo rowerem (trasą spacerową wzdłuż Dunajca), albo busem. Ta ostatnia opcja jest najmniej atrakcyjna (choć najtańsza), jeśli jednak z gór zejdziemy późno, może okazać się jedyną. W październiku ostatni spływ wyrusza z przystani w Sromowcach Niżnych około 16.00, a ponieważ nie udało nam się na niego załapać, postanowiliśmy skorzystać z rowerów. Można je wypożyczyć w Sromowcach i oddać w punkcie w Szczawnicy do zmroku. Droga Pienińska, którą wyznakowano szlak rowerowy i spacerowy, wiedzie po słowackiej stronie wzdłuż Przełomu Pienińskiego i pozwala podziwiać rzekę z innej perspektywy niż na spływie (10 kilometrów, dwa małe podjazdy na trasie, nieco ponad godzina jazdy). Widoki są piękne.

 

Drugiego dnia wybraliśmy się w Małe Pieniny – pasmo leżące poza parkiem narodowym. Przewrotnie to właśnie w tym masywie znajduje się najwyższy szczyt całych Pienin – Wysoka (1050 m n.p.m.). I to ona właśnie stanowiła cel naszej wycieczki. Początek trasy wiódł słynnym skalnym wąwozem Homole, który dla nas okazał się rozczarowujący. Krótki (10 minut spacerkiem), oblegany przez ludzi… Kilka lat temu tutejsze drewniane mostki zastąpiono metalowymi, zamontowano też liczne schody, co całkowicie zniszczyło urok tego miejsca (przed laty szlak biegł wzdłuż strumienia, klucząc między skałami). Tam, gdzie większość turystów kończyła swój spacer, my dopiero zaczęliśmy przygodę. Niezwykle widokowy zielony szlak poprowadził nas na grzbiet pasma. Podejście okazało się wyczerpujące, ale okolica przepiękna. Z grzbietu już bez znaków podeszliśmy na Wysoką (z wąwozu Homole około 2 godzin marszu). Kamienista dróżka zasłana liśćmi, czerwone jak ogień drzewa i… cisza (żadnych turystów!). Ścieżka, choć nieoznakowana, została ubezpieczona w trudniejszych miejscach metalowymi schodami. Na szczycie (wspaniała panorama) i w dwóch punktach widokowych zamontowano barierki bezpieczeństwa. Jednogłośnie uznaliśmy, że jest tu ładniej niż w tak obleganym parku narodowym. A na pewno bardziej romantycznie :) Na parking przy wąwozie wróciliśmy przez schronisko pod Durbaszką, początkowo niebieskim szlakiem prowadzącym malowniczo grzbietem masywu, a dalej szeroką utwardzoną drogą bez znaków. Cała wycieczka zajęła nam 5 godzin.

Doskonałą bazą wypadową w całe pasmo Pienin jest Szczawnica. Lepiej wybrać nocleg w dolnej części miasteczka – będzie taniej i bliżej na szlaki. Do Sromowców, skąd startują spływy, oraz do wąwozu Homole kursują do końca października liczne busy. Opisane wycieczki są do przejścia z większymi dziećmi, które lubią górskie wędrówki.

Joomla Template by Joomla51.com