• (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl

1–5 maja 2013 r.

Beskid Niski ma w sobie coś niepowtarzalnego. Może chodzi o historię tych terenów, wciąż widoczną w tym co zostało po wysiedlonych wioskach, może o łemkowskie cerkwie i skryte pośród drzew cmentarze z I wojny światowej… A może o sielski krajobraz i trasy, na których nadal spotyka się przede wszystkim samotność… Czas wyraźnie tu zwalnia, samochód nie pasuje, a szlaki prowadzą na bezdroża. Wiosną lasy mienią się dwukolorowo – ciemną ścianę smreków i sosen łamią soczysto zielone buki. Jest jakoś inaczej.

Przyjechaliśmy tu po wielu latach nieobecności, wyruszając w sentymentalną, nieco nostalgiczną podróż. Już nie sami. Zmieniło się wiele i nic. Dla Wawka wielkim „odkryciem" wyjazdu okazały się cmentarze wojenne. Odwiedziliśmy ich kilkanaście. Wszystkie niezwykłe i wzruszające.

Zwykle robimy wycieczki w formie pętli, tu jednak okazało się to trudne. Udało nam się wytyczyć jedną – z Wysowej-Zdrój przez Blechnarkę, Obycz, Regietów Wyżny i Kozie Żebro z powrotem do Wysowej, z odbiciami po drodze do dwóch cmentarzy (nr 50 na Wysocie i nr 49). Pozostałe pętle były zbyt długie jak na jeden dzień wędrówki (mimo że Wawek bez trudu maszeruje nawet 8 godzin). Przyjęliśmy więc inną formę poznawania Beskidu Niskiego – podjeżdżaliśmy w jakąś okolicę, zostawialiśmy samochód i wyruszaliśmy na szlak i do cmentarzy, by po jakimś czasie wrócić do auta i przenieść się w inny rejon. Sporo udało nam się w ten sposób zobaczyć. Poznaliśmy między innymi tereny wokół Regietowa, Przełęczy Małastowskiej, Gładyszowa, Krzywej, Koniecznej i Sękowej.

 

Choć Beskid Niski jest – zgodnie z nazwą – niewysoki, podejścia bywają ostre i męczące. Zobaczenie cmentarzy, często ulokowanych na stokach gór, też zazwyczaj wymaga kilkunastominutowego podejścia. Niektóre szlaki cmentarne są od dawna nieodnawiane i gubią się gdzieś w lesie. Przydaje się więc łatwość orientacji w terenie, bo idzie się wówczas na czuja, czy, jak ujmuje to Wawek, na intuicję. Ale to tylko dodaje tym górom uroku. Wiele osób poznaje Beskid Niski na rowerze – ruch samochodowy jest mały, a szlaków rowerowych co niemiara. Większości cmentarzy w ten sposób jednak nie zobaczymy (chyba że poniesiemy rower :), ale przepiękne drewniane cerkwie i opustoszałe malownicze doliny jak najbardziej.

Joomla Template by Joomla51.com