• (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl

Zamek Ogrodzieniec w Podzamczu
11 listopada 2012 r.

Wybraliśmy się tu w listopadowy weekend, żeby we względnym spokoju napatrzeć się na ruiny. A te rzeczywiście są imponujące. „Zwaliska zamku ogrodzienieckiego należą bezwarunkowo do najpiękniejszych na świecie” – pisał o nich Adolf Dygasiński pod koniec XIX wieku. Nieco w tym przesady, ale miejsce naprawdę warto zobaczyć. W księżycową jasną noc, w czasach, kiedy ruiny nie były jeszcze oświetlane, zamczysko musiało sprawiać niesamowite wrażenie.

 

Aż trudno uwierzyć, że to, co oglądamy, to pozostałości po znacznie większej budowli. Ogrodzieniec był przecież drugim pod względem wielkości Orlim Gniazdem, tuż po Wawelu. Pierwszy zamek stanął tu w XIV wieku, ale prawdziwie okazała twierdza została wzniesiona dwa wieki później i to właśnie jej ruiny podziwiamy. 

 

Na zwiedzanie należy przeznaczyć 1–2 godziny. W północnym budynku (wejście z dziedzińca) działa Karczma Rycerska (w listopadzie była jednak zamknięta), zapewne niezłe miejsce na pożegnanie zamkowych wnętrz. Później warto przejść się którymś ze szlaków biegnących w pobliżu ruin. Latem najlepiej wybrać się na pobliską górę Birów, gdzie znajdują się pozostałości po warowni. W listopadzie wejście na ich teren było jednak zamknięte, dlatego postanowiliśmy przejść się szlakiem czerwonym (Maryjnym) w stronę Pilicy, a później niebieskim (Warowni Jurajskich) wrócić do Podzamcza. Niestety, zapadający zmierzch zmusił nas do szybkiego odwrotu.

 

 

Joomla Template by Joomla51.com