• (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl
  • (c) baturo.pl

18–20 sierpnia 2012 r.

To był krótki wypad, zaledwie trzydniowy, ale bardzo intensywny. Trzy dni i trzy fajne, całodzienne wyprawy. Do miejscowości Lúcky w Demänovskiej Dolinie dojechaliśmy pod wieczór, z mocnym postanowieniem wyruszenia na szlak z samego rana. Nasz plan dotyczący pierwszego dnia był ambitny – dojść na Dumbier, najwyższy szczyt Nizkich Tatr (2045 m n.p.m.), stamtąd pójść na Chopok, a potem zejść do Lúcky. Z mapy wynikało, że czeka nas jakieś 8 godzin samego marszu. Z siedmiolatkiem to dużo, zakładaliśmy więc, że z Chopoka ewentualnie zjedziemy na dół kolejką.

 

Postanowiliśmy nie iść na szczyt najprostszą drogą (czyli Široką Doliną, którą prowadzi zielony szlak), ale zaraz za Lúcky odbić w czerwony szlak na sedlo Javorie, a stamtąd żółtym przez Tenecnicę na Krúpovą holę i dalej czerwonym na Dumbier. Prawie 5 godzin zdobywania wysokości (!). Było warto, zwłaszcza ze względu na żółty szlak – malowniczy i widokowy. Dumbier i okoliczne szczyty widzi się przed sobą jak na dłoni. Nie ma tu też turystów, jest cicho i nieco majestatycznie. Natomiast na samym Dumbierze kłebią się tłumy, przede wszystkim rodziny z dziećmi. Nic dziwnego – kolejką można przecież wjechać w kilka minut na Chopok i zrobić sobie krótki spacerek wyłożoną kamieniami, wygodną ścieżką prowadzącą na najwyższy szczyt Nizkich Tatr.

 

Dumbier to był pierwszy dwutysięcznik Wawka. Na Chopoku, do którego dotarliśmy po godzinnym spacerze, zatrzymaliśmy się na herbatę w schronisku, a potem zaczęliśmy schodzić – dosłownie sprzed nosa uciekła nam bowiem ostatnia kolejka :).

Następnego dnia wyruszyliśmy nie tyle w Nizke Tatry, co na ich pogranicze – do Dolin Prosieckiej i Kwaczańskiej. W tej pierwszej jest kilka drabinek i kładek do przejścia, więc Wawek po Słowackim Raju musiał koniecznie je zaliczyć. Przejście obu dolin zajmuje niemal cały dzień i w upale, a tak właśnie wędrowaliśmy, może naprawdę zmęczyć. Dolina Prosiecka jest zdecydowanie ładniejsza od Kwaczańskiej – idzie się kamienistą ścieżką wzdłuż potoku, czasem go przekraczając. Wokół wznoszą się malownicze skalne ściany. W górnej części doliny od czasu do czasu zamontowano sztuczne ułatwienia – drabinki i łańcuchy – szlak nie nastręcza jednak większych trudności.

 

Trzecia wycieczka to powrót do serca Nizkich Tatr. Poszliśmy na szczyt Pusté (1500 m n.p.m.), zdecydowanie niższy od Dumbiera, ale bardzo malowniczy. Od Demianowskiej Jaskini Wolności prowadzi na niego niebieski szlak. Pierwsze półtorej godziny to dość ostre podejście niemal dziewiczym lasem. Potem wychodzi się ponad drzewa i wąską ścieżynką trawersuje zbocza góry. Okolica piękna – w oddali majestatyczne szczyty, w pobliżu fantazyjne skałki. Wymarzone wręcz miejsce na piknik, gdyby tylko nie trzeba było tyle się wdrapywać.

Żeby zrobić pętlę, schodziliśmy z Pustego najpierw żółtym, a potem zielonym szlakiem. Ten pierwszy jest mało ciekawy, zarośnięta ścieżka wiedzie monotonnie w dół, ale zielony prowadzi ładnym jarem, z cicho szemrzącym potokiem i powalonymi drzewami. Jest dziko i pusto. I są nawet kładki! Cała trasa zajęła nam 4 godziny marszu.

Nizke Tatry bardzo nam się podobały. To już całkiem spore góry, a turystów mało. Z Bielska-Białej jest tu naprawdę blisko, jak znalazł na weekendowe wypady.

Joomla Template by Joomla51.com